Czwartkowy turniej: trzy stoły, jeden finał i herbata w przerwie
W ostatni czwartek przy trzech stołach usiadło szesnaście osób. Finał rozegrano przy dodatkowej lampie, a tabliczka przy wejściu ma nowe imię.
Trzy stoły i szesnaście osób
Zapisy zamknęły się o osiemnastej, a Konrad Kowalewski rozlosował miejsca z talii. Pierwszy stół był najcichszy: usiadły przy nim cztery panie z tego samego turnusu i dwóch panów, którzy wcześniej grali tylko w domu. Drugi okazał się najgłośniejszy. Trzeci trzymał się w milczeniu aż do przerwy.
Gra poszła zgodnie z planem: dwadzieścia minut pierwszego poziomu, potem coraz szybsze rozdania. Agnieszka Krawczyk objaśniała po cichu, kto jest na przycisku i dlaczego kolejność decyzji bywa ważniejsza niż karty w ręce. Po dwóch godzinach krupierka ogłosiła przerwę i kelner wniósł herbatę z sernikiem.
Kierownik sali dopilnował, żeby w finale nikt nie siedział plecami do wejścia, bo to najprostszy sposób na to, by goście nie odwracali głów.

Finał i tabliczka
Stół finałowy
Do finału zasiadło siedem osób. Dostawiono lampę, goście z foteli podeszli bliżej, a Olga Krajewska zgasiła światło w sali restauracyjnej, żeby nic nie odwracało uwagi od stołu. Finał trwał pół godziny; ostatnie rozdanie zakończyło się spokojnie, a krupierka odłożyła talię z lekkim ukłonem.
Kto zdobył tytuł
Tytuł mistrzyni wieczoru zdobyła pani Halina, która od lat zajmuje ten sam fotel przy ścianie i dopiero od niedawna siada do stołu. Jej imię trafiło na tabliczkę przy wejściu. Puchar, jak zawsze, został w holu, a pani Halina zażądała jednej rzeczy: żeby w przyszłym tygodniu herbata była mocniejsza.
Następny turniej odbędzie się w czwartek o dziewiętnastej. Zapisy przyjmuje hostessa przy kolacji, bez wpisowego i bez żadnych zobowiązań.
Przy okazji turnieju nasi goście po raz pierwszy zapytali, czy mogliby przyjść tylko obejrzeć finał. Oczywiście, że mogą: fotele pod ścianą są dla wszystkich, a sam finał to najspokojniejsze pół godziny wieczoru, zakończone brawami, które potrafią zdziwić nawet zwycięzcę.
Wszystkim uczestnikom dziękujemy za cierpliwość w przerwie, bo kolejka po sernik była dłuższa niż kolejka do stołu.