Historia domu i ludzie przy stole
Dawny pensjonat dla kuracjuszy i kilka osób, które znają gości z imienia, a ich ulubione stoły z pamięci. Oto kto otwiera drzwi i rozdaje karty.
Pensjonat przy ulicy Kościuszki
Kamienica pod numerem trzydzieści jeden przez dziesiątki lat przyjmowała kuracjuszy: pokoje na piętrze, jadalnia na parterze, w sieni lustro, w którym każdy poprawiał kapelusz przed spacerem do parku. Gdy pensjonat zamknięto, dom stał pusty tak długo, że sąsiedzi przyzwyczaili się do niego jak do pomnika.
Grzegorz Kaźmierczak, który przez wiele lat kierował salą jadalną w jednym z miejscowych sanatoriów, zauważył rzecz prostą: po osiemnastej kuracjusz kończy zabiegi i nie ma dokąd pójść poza ławkę. Postanowił dać mu salę, w której zje coś porządnego, a potem usiądzie przy stole i będzie miał o czym rozmawiać. Lokal prowadzi spółka WAFFLE ADVERTISING LTD, 85 Great Portland Street, London W1W 7LT, Wielka Brytania. Kuchnię i salę urządzono tak, jak chciał założyciel: bez pozłoty, za to z ciężkimi zasłonami, które tłumią hałas ulicy.
Wieczór w Aksamitnym Salonie ma swój porządek, i to nie dlatego, że ktoś go spisał. Powstał z tego, jak ludzie wchodzili, siadali i wstawali od stołu. Pierwszy gość wpada po kolację, ostatni około dwudziestej trzeciej prosi o jeszcze jedno rozdanie, a pomiędzy nimi odbywa się pięć odsłon, o których piszemy poniżej.
Pierwsza zima w nowym lokalu pokazała, co naprawdę znaczy cisza w kurorcie: o dwudziestej drugiej ulica pustoszała, a w oknach kamienicy paliło się jedno światło. Goście przychodzili wtedy na herbatę po turnieju i zostawali dłużej, niż planowali, bo w domu było cieplej niż gdziekolwiek w okolicy. Z tych rozmów powstała połowa dzisiejszych zwyczajów salonu.

Troje ludzi, na których stoi wieczór

Konrad Kowalewski
Kierownik sali
Konrad Kowalewski od lat pracuje w gastronomii uzdrowiskowej i potrafi policzyć gości w sali, nie odwracając głowy. Odpowiada za porządek wieczoru: wie, który stół ma wolne miejsce, kto czeka na wyjaśnienie zasad i kiedy przymknąć drzwi do kasyna na chwilę ciszy. Sam przy stole nie gra; mówi, że jego rozdaniem jest cały wieczór. W wolne poniedziałki jeździ nad Wisłę i twierdzi, że to najlepsza szkoła cierpliwości dla kogoś, kto cały tydzień układa grafik.

Agnieszka Krawczyk
Krupierka
Agnieszka Krawczyk rozdaje karty tak długo, że ręce robią to same, a głowa zajmuje się ludźmi. Prowadzi wewnętrzne szkolenia dla krupierów domu i zawsze pierwsza siada z nowicjuszami do rozdania próbnego. Ma jedną regułę: nikt nie odchodzi od stołu, nie zrozumiawszy, dlaczego karty ułożyły się tak, a nie inaczej. Po zmianie zawsze sprawdza, czy talie leżą w pudełkach w tym samym porządku, w jakim je zostawiła rano, i uczy tego młodsze koleżanki i młodszych kolegów.

Olga Krajewska
Hostessa
Olga Krajewska wita gości przy drzwiach i zna kilkuset z imienia, co w uzdrowisku, gdzie turnusy się zmieniają, wymaga pamięci godnej zazdrości. Układa stoły w restauracji, pilnuje listy rezerwacji i przypomina, kto prosił o miejsce przy oknie. Zimą trzyma w szatni zapasowe szaliki dla tych, którzy wyszli bez. Jej ulubiona chwila dnia to kwadrans przed otwarciem, gdy dom jest jeszcze pusty, a w kuchni słychać pierwsze noże.
Kto za czym odpowiada
Kto prowadzi Aksamitny Salon na co dzień?
Dom prowadzi kierownik sali Konrad Kowalewski, a kuchnię szefowa Krystyna Jaworska. Założyciel, Grzegorz Kaźmierczak, bywa w piątki i soboty, siada do kolacji i rozmawia z gośćmi o tym, co w lokalu warto zmienić. Jeśli ma Pan lub Pani uwagę do sali, najlepiej zgłosić ją właśnie jemu.
Czy zespół ma stałych krupierów?
Tak, krupierzy pracują tu na stałe i przechodzą wewnętrzne szkolenie z prowadzenia stołu, tłumaczenia zasad i uprzejmego przerywania rozdania. Agnieszka Krawczyk dba o to, żeby nikt nie stał przy stole sam przez cały wieczór. Nowi krupierzy trzy tygodnie pracują pod okiem starszych kolegów, zanim sami poprowadzą stół.
Czy można porozmawiać z szefową kuchni?
Można, najlepiej przed osiemnastą, gdy kuchnia szykuje się do wieczoru. Krystyna Jaworska chętnie opowie o pochodzeniu dań, o zmianach w karcie po sezonie i o tym, jak kuchnia radzi sobie z alergiami. Rozmowa trwa zwykle kilka minut i jest bezpłatna jak każda uprzejmość.
Wieczór po spacerze wzdłuż tężni
Ciechocinek budzi się wcześnie: zabiegi, pijalnia, spacer pod tężniami, nad którymi wiatr niesie zapach solanki i tarniny. Do osiemnastej miasto jest pełne kuracjuszy w płaszczach, a potem robi się ciszej, aż zaczyna brakować wieczoru. Chcieliśmy, żeby ten wieczór miał dokąd pójść.
Nazywamy je odsłonami: drzwi i szatnia, kolacja, pierwsze rozdanie, herbata w przerwie, ostatnia karta. Nikt ich nie pilnuje, ale goście znają ich kolejność jak kolejność aktów. Niektórzy mówią, że chodzą do nas na spektakl bez scenariusza, w którym sami piszą swoje kwestie.
Z miastem łączy nas też codzienny rytm. W lokalu przestaje się mówić o zabiegach, a zaczyna o zasadach gry. Wielu gości wraca rok po roku w tym samym turnusie i pyta o ten sam stół. Dla nich, i dla tych, którzy dopiero przyjadą, dom otwiera drzwi o wpół do piątej.
Jeśli mieliby Państwo zapamiętać z tej strony jedną rzecz, niech to będzie ta: salon nie próbuje być niczym innym niż lokalem, w którym dobrze się je i spokojnie siedzi przy zielonym suknie. Reszta, czyli turnieje, klub, spotkania zamknięte i księga gości, dołączyła później i tylko dlatego, że goście o to prosili.
